Powrót

Nie każda cisza oznacza porażkę.

Wracamy w ciszy.

Silnik pracuje równo.

Droga wygląda znajomo.

Nikt się nie spieszy.

Nikt nic nie mówi.

To nie jest ciężka cisza.

Po prostu brak słów.

Jack siedzi z przodu.

Patrzy przez szybę.

Dłużej niż wcześniej.

Nie rozgląda się już.

Nie sprawdza.

Tylko patrzy.

Raz poprawia rękę na kolanie.

Potem już się nie rusza.

Ojciec prowadzi spokojnie.

Matka patrzy przed siebie.

Nikt nie wraca do konkursu.

Nikt go nie omawia.

Droga mija tak samo jak wcześniej.

A jednak trochę inaczej.

Zatrzymujemy się pod domem.

Silnik gaśnie.

Drzwi otwierają się kolejno.

Powietrze chłodniejsze niż w samochodzie.

Jack wysiada pierwszy.

Stoi przez chwilę przy aucie.

Nie patrzy od razu na nikogo.

Podchodzę bliżej.

Krótka pauza.

— Dobra robota.

Patrzy na mnie.

Krótko.

Kiwa głową.

— Dzięki.

Odwraca się.

I idzie do domu.

Stoję jeszcze chwilę.

Potem też się odwracam.

← Wróć do: Sala