Sala

Czasem wszystko zaczyna się od jednego spojrzenia.

Wchodzimy do sali.

Rzędy krzeseł ustawione równo.

Scena z przodu.

Światło skupione tylko tam.

Reszta trochę w cieniu.

Siadam z tyłu.

Nie szukam miejsca bliżej.

Stąd widzę więcej.

Nie tylko scenę.

Ludzi też.

Jack stoi z boku.

Jeszcze nie jego kolej.

Rozgląda się.

Szybko.

Szuka.

Znajduje.

Rodzice siedzą kilka rzędów dalej.

Na chwilę się zatrzymuje.

Potem znowu patrzy przed siebie.

Ktoś kończy grać.

Krótki aplauz.

Nie za głośny.

Ktoś wyczytuje kolejne nazwisko.

Kolejna osoba wchodzi na scenę.

Gitara.

Stojak.

Światło.

Jack stoi dalej z boku.

Patrzy chwilę na scenę.

Potem odwraca głowę.

Na moment zatrzymuje wzrok.

Na mnie.

Nie podchodzę.

Nie kiwam.

Po prostu jestem.

On też nic nie robi.

Odwraca się z powrotem.

Oddycha głębiej.

Stoi prosto.

Nauczyciel staje obok mnie.

Patrzy na scenę.

— Dobrze gra.

Patrzę w tę samą stronę.

— Radzi sobie.

Krótka pauza.

— To po co…

Nie kończę.

On lekko się uśmiecha.

— Nie o niego tu chodziło.

Cisza.

— On ma jeszcze czas.

Na scenie ktoś zaczyna grać od nowa.

Dźwięk odbija się od ścian.

Siedzę dalej.

I słucham.

← Wróć do: W środku