Silnik pracuje równo.
Nie za głośno.
Nie za cicho.
Siedzę z tyłu.
Gitara obok mnie.
Pas lekko uciska ramię.
Nie poprawiam go.
Droga przed nami jest prosta.
Potem zakręt.
I znowu prosta.
Jack siedzi z przodu.
Patrzy przez szybę.
Jakby próbował zobaczyć coś dalej.
Nie odzywa się.
Ja też nie.
Ojciec prowadzi spokojnie.
Pewnie.
Bez nerwów.
Matka co chwilę podnosi wzrok.
Jakby sprawdzała, czy wszystko jest na miejscu.
Starsza siostra opiera głowę o szybę.
Ma zamknięte oczy.
Nie śpi.
Jest cicho.
Słucham silnika.
Potem zaczynam liczyć zakręty.
Nie dlatego, że muszę.
Po prostu chcę czymś zająć głowę.
Kładę dłoń na futerale.
Nie otwieram go.
Nie sprawdzam strun.
Jest już za późno.
To nie ten moment.
To moment drogi.
Za szybą wszystko wygląda tak samo.
A ja już nie do końca.
Nie jestem pewna.
Ale już się nie cofam.