Poranek.
Jeszcze chłodno.
Zoe podchodzi pod dom Jacka.
Gitara przewieszona przez ramię.
Przed wejściem stoi Jack.
Obok niego dziewczyna.
Starsza.
Zoe zatrzymuje się na chwilę.
— Cześć.
Jack lekko się prostuje.
— Cześć.
Zoe zerka na niego uważnie.
— Jak się czujesz?
Jack wzrusza ramionami.
— Dziwnie.
Krótka pauza.
— Trochę się stresuję.
Zoe lekko kiwa głową.
— To dobrze.
Dziewczyna patrzy na Zoe.
— To Ty jesteś Zoe?
Zoe lekko się uśmiecha.
— Tak.
Drzwi domu się otwierają.
Wychodzi ojciec Jacka.
Zatrzymuje się przy nich.
Patrzy chwilę na Zoe.
— Ty jesteś Zoe.
Zoe kiwa głową.
— Tak.
Krótka pauza.
— Słyszałem Cię w radiu.
Zoe lekko opuszcza wzrok.
— Dzięki.
Cisza.
Ojciec zerka na Jacka.
— Gotowy?
Jack nic nie odpowiada od razu.
Kiwnięcie głową.
Krótka pauza.
Z domu słychać kroki.
Drzwi otwierają się jeszcze raz.
Wychodzi mama Jacka.
Zamyka za sobą drzwi.
— Dobra, jestem.
Spogląda szybko na wszystkich.
Na końcu na Zoe.
— Jedziemy?
Ojciec kiwa głową.
Samochód stoi już na podjeździe.
Drzwi otwierają się z cichym kliknięciem.
Wszyscy podchodzą bliżej.
Zoe zatrzymuje się na moment.
Patrzy na Jacka.
— Gotowy…
Krótka pauza.
Jack kiwa głową.