Mama spojrzała jeszcze raz po studiu.
Powoli.
Jakby chciała zapamiętać ten obraz dokładnie takim, jaki był.
Stół.
Gitara przy kanapie.
Torba ze śniadaniem.
I ciszę, która nie była już niezręczna.
Po chwili poprawiła lekko włosy.
Spojrzała na mnie spokojnie.
— To ja już pójdę.
Uniósłam wzrok.
— Dobrze.
Przez chwilę jeszcze stała w miejscu.
Jakby chciała coś dodać.
Ale ostatecznie tylko lekko skinęła głową.
Przechodząc obok Danio, spojrzała na niego krótko.
Bez słowa.
Ale tym razem to spojrzenie znaczyło więcej niż rano.
Drzwi zamknęły się cicho.
Została cisza.
Poranne światło nadal wpadało przez okno.
Siedziałam chwilę bez ruchu.
Potem spojrzałam na Danio.
— Chyba pierwszy raz nic nie powiedziała za dużo.
Danio lekko oparł się o krzesło.
— Czasem to lepiej.
Spojrzałam na stół.
Na niedojedzoną kanapkę.
Na gitarę obok.
I jakoś nie miałam ochoty jeszcze wychodzić.