Mama zajrzała rano do mojego pokoju.
Łóżko było puste.
Przez chwilę stała w drzwiach bez ruchu.
Nie wyglądała na przestraszoną.
Bardziej jak ktoś, kto od razu wie, gdzie powinien pójść.
Kilka minut później stała już pod drzwiami domu Danio.
Kiedy otworzył, spojrzała na niego spokojnie.
— Danio, Zoe nie wróciła na noc, a jej telefon milczy.
Danio spojrzał na nią uważniej.
Przez chwilę nic nie odpowiedział.
Potem lekko westchnął.
— Ojj...
Na moment odwrócił wzrok.
— Jak wychodziłem, to jeszcze tam była.
Po chwili dodał spokojnie:
— Może jeszcze tam jest.
Mama patrzyła na niego chwilę.
— Czyli jest tam sama?
Danio skinął lekko głową.
Przez chwilę oboje milczeli.
Potem ruszyli razem w stronę studia.
Droga była krótka.
Poranek dopiero budził miasto.
Kiedy weszli do środka, w studiu panowała cisza.
Światło wpadało przez okno miękko, spokojnie.
Na kanapie leżałam wtulona w gitarę.
Jakbym zasnęła dopiero chwilę wcześniej.
Mama zatrzymała się przy wejściu.
Nie powiedziała nic od razu.
Bo ten widok sam mówił więcej, niż trzeba było pytać.
Spojrzała niżej.
Na gitarę.
Przez chwilę patrzyła uważniej.
Potem odezwała się cicho, prawie szeptem:
— Danio, a czy to nie twoja gitara?
Danio spojrzał krótko.
— Yhym...
I znów zapadła cisza.
Po chwili poruszyłam dłonią.
Lżej ścisnęłam gryf gitary, jakbym nawet przez sen pilnowała, żeby nadal była obok.
Dopiero potem uniosłam głowę.
Jeszcze nie do końca przytomna.
Powoli otworzyłam oczy.
Światło wpadające przez okno rozmywało obraz.
Przez moment widziałam tylko dwie stojące obok siebie sylwetki.
Zmrużyłam oczy.
I półszeptem, bardziej odruchowo niż świadomie, powiedziałam:
— Mamo... Tato...
W studiu zapadła cisza.
Danio mruknął pod nosem:
— Ojj...
I odruchowo zrobił krok w tył, chowając się lekko za mamę.
Dopiero wtedy obraz zaczął się wyostrzać.
Najpierw mamę.
Potem Danio stojącego lekko z boku.
I dopiero wtedy dotarło do mnie, co właśnie powiedziałam.