Po rozmowie z Danio wszystko znów ucichło.
Przez chwilę siedzieliśmy jeszcze bez większych słów.
Potem wstał.
Spojrzał w moją stronę i powiedział spokojnie:
— Ja już dziś znikam. Jestem zmęczony.
Przytaknęłam tylko.
Nie zatrzymywałam go.
Drzwi zamknęły się cicho.
Zostałam sama.
Na początku chciałam jeszcze tylko chwilę posiedzieć.
Bez grania.
Bez włączania czegokolwiek.
Po prostu w ciszy.
Minuty mijały powoli.
Potem godziny.
Raz usiadłam przy stole.
Raz na kanapie.
Później znów podeszłam do okna.
Na zewnątrz wszystko było spokojne.
Nawet droga wydawała się pusta bardziej niż zwykle.
Nie patrzyłam na godzinę.
Nie myślałam o powrocie.
Jakby pierwszy raz nie było potrzeby, żeby się spieszyć.
Dopiero po dłuższym czasie zauważyłam, że za oknem zaczyna robić się szaro.
I wtedy dotarło do mnie, że noc minęła tutaj.
W studiu.
Nieplanowanie.
Ale zupełnie naturalnie.