Zostałam dziś w domu

West Virginia. Dom. Poranek.

Tego ranka nie spieszyłam się nigdzie.

Śniadanie stało przede mną jak zwykle.

Kubek.

Talerz.

Cisza przy stole.

Mama spojrzała na mnie kilka razy, ale nic nie mówiła.

Ojciec jadł spokojnie jak co dzień.

Po śniadaniu nie wstałam od razu.

Nie sięgnęłam po klucze.

Nie wyszłam do studia.

Po chwili usiadłam na tarasie.

Plecami do wejścia.

Patrzyłam przed siebie.

Słyszałam tylko lekki wiatr.

Po chwili za sobą usłyszałam kroki.

— Zoe... coś się stało?

Odwróciłam lekko głowę.

Mama stała w drzwiach.

— Nie.

— To dlaczego dziś nie biegniesz tam jak zwykle?

Przez chwilę nic nie odpowiedziałam.

Potem powiedziałam cicho:

— Sama nie wiem.

Mama podeszła bliżej i usiadła obok.

— Chcesz porozmawiać?

Spojrzałam przed siebie.

— Mamo... muszę ci coś powiedzieć.

Czekała spokojnie.

Wyjęłam z kieszeni złożoną kartkę.

Rozłożyłam ją powoli.

— Wczoraj wydarzyło się coś, czego do końca nie rozumiem... a jednocześnie rozumiem doskonale.

Mama spojrzała na papier.

— Co takiego?

— Danio przekazał mi studio.

Podałam jej kartkę.

Czytała chwilę w ciszy.

Potem uniosła lekko wzrok.

— To dlatego dziś zostałaś.

Skinęłam lekko głową.

— Powiedział, że to miejsce bardziej pracuje dla mnie niż dla niego.

Przez chwilę siedziałyśmy bez słów.

— I nie wiem, czy sobie poradzę.

Mama oddała mi kartkę.

— Porozmawiaj z nim.

— Ale jedno wiem.

Spojrzałam na nią.

— Jeśli ci to przekazał, to nie bez powodu.

← Wróć do: Etap 3