Pierwszy raz nie patrzyłam już na pliki.
Nie na foldery.
Nie na nazwy.
Tylko słuchałam.
Muzyka leciała już sama.
Bez kliknięcia kolejnego utworu.
Bez ręcznego wybierania.
Po prostu dalej.
Jeden numer po drugim.
Brzmiało inaczej niż wcześniej.
Jakby nagle wszystko wyszło poza ściany studia.
Spojrzałam na ekran.
Player działał.
Stream też.
Przez chwilę nic nie mówiłam.
Danio siedział obok spokojnie.
Jakby dla niego to był po prostu kolejny techniczny etap.
Dla mnie nie.
Bo pierwszy raz miałam wrażenie, że te utwory naprawdę zaczęły żyć własnym rytmem.
— I działa.
Powiedział to cicho.
Skinęłam tylko głową.
Jeszcze przez chwilę słuchaliśmy bez słów.
Kolejny utwór wszedł płynnie.
Bez zatrzymania.
Bez ciszy.
Patrzyłam na ekran dłużej.
Danio nadal nie wyglądał jak ktoś, kto już czuje, że to naprawdę ma sens.
Ale też nie skreślił tego pomysłu.
To było ważniejsze.
Bo gdyby uważał, że to niepotrzebne, pewnie powiedziałby to od razu.
Na razie tylko obserwował.
Jak zawsze.
— A co dalej?
Zapytałam to spokojnie.
Spojrzał na ekran.
Potem na mnie.
— Dalej radio samo pokaże, czego potrzebuje.
To brzmiało prosto.
Może nawet za prosto.
Ale chyba właśnie o to chodziło.
Nie mieć wszystkiego gotowego od razu.
Nie planować każdego kroku.
Nie wymuszać.
Niech najpierw gra.
Reszta przyjdzie później.
Będę starała się go przekonać.
Chociaż nie wiem, czy mi się to uda.
Ale liczę, że z czasem sam zacznie czuć, że radio też może mieć swoje miejsce.