Kilka dni później nadal się nie pojawił.
Nie było go w studiu.
Na ławce też nie.
Wiadomość przyszła krótka.
Napisał tylko, że jedzie do rodziny na kilka dni.
Bez wyjaśnień.
Jak zwykle.
Nie próbowałam dopytywać.
Gdyby działo się coś złego, pewnie sam powiedziałby więcej.
Tego dnia i tak nie czekałam.
Po prostu poszłam do studia.
Miałam już w głowie plan.
Laptop był otwarty szybciej niż zwykle.
Obok leżał notes.
Kilka zapisanych wcześniej słów.
Kilka nowych dopisków.
Przeglądałam kolejne strony.
Porównywałam rzeczy, których jeszcze kilka dni temu nawet nie brałam pod uwagę.
Stream.
AutoDJ.
Player.
Foldery.
Nazwy plików.
Przez chwilę patrzyłam na listę utworów.
Wszystko zaczynało wyglądać bardziej realnie niż wcześniej.
Drzwi otworzyły się nagle.
Odwróciłam głowę.
Danio wszedł spokojnie.
W ręku trzymał kilka nowych kabli.
Bez pośpiechu położył je na stole.
— Przydadzą się.
Spojrzałam na niego chwilę dłużej.
— Wszystko dobrze?
Skinął lekko głową.
— Tak.
To wystarczyło.
Nie pytałam dalej.
Spojrzał na ekran laptopa.
Na notes.
Na listę otwartych stron.
Jakby od razu widział, że coś już zdążyło ruszyć.
— Widzę, że nie czekałaś.
Lekko uniosłam wzrok.
— Nie planowałam.
Przez chwilę stał jeszcze przy stole.
Potem poprawił jeden z przewodów.
— Zaraz wracam.
I wyszedł.
Drzwi zamknęły się cicho.
W studiu znów została cisza.
Ale tym razem już inna niż wcześniej.