Tego dnia przyszła wcześniej.
Światło w studiu było jeszcze miękkie.
Przez okno wpadał chłodny poranek.
Gitara stała już oparta o stół.
Zoe usiadła na blacie i przez chwilę patrzyła w stronę okna.
Nie włączała jeszcze niczego.
Ani laptopa.
Ani odsłuchu.
Po prostu siedziała.
Danio wszedł chwilę później.
Spojrzał na nią, ale nic nie powiedział od razu.
Jakby widział, że coś już chodzi jej po głowie.
— Nie grasz?
Zoe lekko pokręciła głową.
— Za chwilę.
Cisza znów weszła między nich naturalnie.
Nie była niezręczna.
Raczej zwyczajna.
Zoe spojrzała na gitarę.
Potem na mikrofon.
— Mam czasem wrażenie, że to wszystko kończy się za szybko.
Danio oparł się lekko o stół.
— W sensie?
— Że nagrywam.
— Słucham.
— Kończę numer.
— I nagle znów robi się cicho.
Danio nie odpowiedział od razu.
Zoe mówiła dalej spokojnie.
— Jakby to miało gdzieś pójść dalej.
— Tylko jeszcze nie wiem gdzie.
Tym razem cisza trwała trochę dłużej.
Ale nie trzeba było nic dopowiadać.
Bo oboje wiedzieli, że to zdanie nie padło przypadkiem.