Pierwsze dni ciszy

West Virginia. Studio.

Pierwszego dnia otworzyła drzwi ostrożnie, jakby nadal nie była pewna, czy naprawdę powinna wchodzić bez pytania.

Klucz wszedł lekko.

Zamek puścił bez oporu.

W środku przywitała ją znajoma cisza.

Nie ta sama co wcześniej.

Już inna.

Bardziej oswojona.

Postawiła gitarę przy kanapie i rozejrzała się po wnętrzu.

Przez chwilę stała bez ruchu, jakby sprawdzała, czy miejsce dalej wygląda tak samo, kiedy nikogo w nim nie ma.

Potem spojrzała na stary stół, mikrofon przy ścianie i półki, które nadal nosiły ślady dawnego porządku.

— To mi się zaczyna podobać.

Powiedziała to półgłosem, bardziej do siebie niż do pustego wnętrza.

Zapaliła światło.

Usiadła na kanapie.

Klucze położyła obok siebie.

Tego dnia nie grała długo.

Kilka akordów.

Krótki fragment nowego tekstu.

Potem po prostu siedziała jeszcze chwilę, słuchając ciszy.

Drugiego dnia przyszła później.

Tym razem weszła pewniej.

Od razu zapaliła światło, jakby ruch ręki sam już pamiętał drogę do włącznika.

Przyniosła ze sobą notes i mały kubek.

Postawiła kubek na stole, notes położyła obok wzmacniacza.

Przez moment patrzyła na to z lekkim uśmiechem.

Jakby sama zauważyła, że zostawia tu pierwszy własny ślad.

Danio się nie pojawił.

Trzeciego dnia było podobnie.

Drzwi.

Światło.

Gitara.

Kilka dźwięków.

Krótka próba przy mikrofonie.

A potem cisza.

Tylko tym razem, kiedy skończyła grać, spojrzała w stronę drzwi dłużej niż wcześniej.

Jakby przez chwilę naprawdę spodziewała się, że usłyszy kroki.

Ale znów nic.

Nie było go.

Odstawiła gitarę przy ścianie, poprawiła przewód przy mikrofonie i usiadła na kanapie.

Studio było ciche.

Ale już nie obce.

← Wróć do: Etap 3