Ostatni rytm Jacka ucichł chwilę po gitarach.
Przez moment nikt się nie ruszał.
Jakby każdy chciał jeszcze zostać w tym dźwięku.
Potem Jack odłożył pałeczki na werbel.
Danio poprawił pasek gitary.
Ja odsunęłam włosy z twarzy.
Maya siedziała na schodku i patrzyła na nas chwilę dłużej niż wcześniej.
— No dobra...
Uśmiechnęła się pod nosem.
— Wy się znacie lepiej, niż wam się wydaje.
Danio prychnął cicho.
Ja nic nie odpowiedziałam.
Jack spojrzał najpierw na mnie, potem na swój mały zestaw.
Przez chwilę kręcił pałeczką w dłoni.
— Ja dalej nie wiem... czy mogę tak po prostu wpadać i z wami grać.
Podeszłam do niego bez zastanowienia.
— Możesz.
Spojrzał na mnie niepewnie.
— Jesteś częścią nas.
— I nawet się o to nie pytaj.
Jack uśmiechnął się pierwszy raz od kilku minut.
Danio podszedł bliżej, spojrzał na werbel.
— Tylko niczego mi tu nie rozwal.
Maya parsknęła śmiechem.
Ja też się zaśmiałam.
Rex podniósł głowę, jakby spóźnił się na puentę.