Po południu usłyszałam auto pod studiem.
Nie ruszyłam się od razu.
Dokończyłam jeszcze jeden fragment i dopiero odłożyłam gitarę.
Chwilę później trzasnęły drzwi.
Maya weszła do środka z torbą w ręku.
— Przywiozłam obiad.
Weszłam do kuchni.
Na stole po chwili stały pudełka i papierowe torby.
Usiadłyśmy naprzeciw siebie.
Rex położył się obok stołu, jakby wiedział, że nic mu nie skapnie.
Jadłyśmy chwilę w ciszy.
— Jak poszło? — zapytałam.
— Jak zawsze. Za dużo ludzi, za mało myślenia.
Zaśmiałam się cicho.
— Czyli dobrze?
— Czyli skończone.
Dokończyłyśmy obiad.
Maya zebrała papiery i pudełka.
Ja wzięłam swoją szklankę i wyszłam na tył studia.
Po chwili znów siedziałam przy laptopie.
Z głośników leciał cicho fragment numeru.
Chwilę później Maya wyszła za mną ze szklanką coli.
Spojrzała na mnie, potem na laptop stojący na stoliku.
— Co robisz?
— Słucham utworu.
— A jakiego?
Nic nie odpowiedziałam.
Kliknęłam stop.
Po chwili włączyłam podkład.
Maya usiadła obok na schodku.
Upiła łyk ze szklanki.
— No dawaj, Zoyka.
Wzięłam gitarę na kolano.
Lekko podkręciłam volume.
Rex uniósł głowę z trawy, ale nawet nie wstał.
Spojrzałam przed siebie.
I zaczęłam grać.