Przez chwilę stałam jeszcze na ganku.
Patrzyłam w stronę drogi, gdzie zniknęło auto.
Potem weszłam do środka.
Zebrałam kubki po kawie.
Wrzuciłam talerze do zlewu.
Studio znów brzmiało ciszą.
Rex rozłożył się w trawie, jakby ten dzień od początku należał do niego.
Spojrzałam na gitarę.
Potem na laptop.
Przeniosłam sobie to na ganek.
Z szafki wyciągnęłam mały interfejs.
Postawiłam laptop na stoliku.
Usiadłam na krześle.
Kabel od gitary zaplątał się o nogę stołu.
— Serio?
Odpięłam go i spróbowałam jeszcze raz.
Tym razem interfejs mrugnął kontrolką.
Podłączyłam słuchawki.
Spojrzałam przed siebie.
Trawa poruszała się lekko od wiatru.
Rex nawet nie drgnął.
— Czemu by nie spróbować tutaj.
Założyłam słuchawki.
Pierwszy dźwięk był zwykły.
Drugi też.
Trzeci zatrzymał mnie na chwilę.
Zagrałam go jeszcze raz.
Potem dwa kolejne.
Sięgnęłam po notes leżący obok laptopa.
Napisałam jedno zdanie.
Skreśliłam je od razu.
Napisałam następne.
Tym razem zostało.
Zagrałam od początku.