Po wyjściu Danio nic wielkiego się nie wydarzyło od razu.
Najpierw pokazałam Maya pokój obok mojego.
Mały.
Jasny.
Z oknem na tył studia.
— Tu będziesz spała.
Wrzuciła torbę na łóżko i rozejrzała się powoli.
— Lepiej niż w hotelu.
Zaśmiałam się pierwszy raz od rana.
Później poszłyśmy do moich rodziców.
Mama przytuliła ją tak, jakby znała ją dłużej niż godzinę.
Ojciec patrzył chwilę na nas obie.
— No tak... rodzina — mruknął pod nosem.
Maya uśmiechnęła się tylko.
Wróciłyśmy dopiero po południu.
Studio było ciche.
Usiadłyśmy na kanapie z herbatą zamiast kawy.
Rex położył się między nami.
Przez chwilę patrzyłyśmy przed siebie.
— Fajne masz tu życie — powiedziała Maya.
Spojrzałam na nią.
— Myślisz?
Pogłaskała Rexa po karku.
— Myślę, że sama jeszcze nie wiesz, jakie.