Danio otworzył oczy powoli.
Rex stał już przy kanapie i patrzył na niego, jakby właśnie skończył ważne zadanie.
Spojrzał najpierw na mnie.
Potem na Maya.
Nie zerwał się od razu.
Przez chwilę jeszcze leżał, jakby budził się po swojemu.
Potem usiadł.
Przetarł twarz dłonią.
— No proszę.
Wstał spokojnie.
— Chodź, Rex.
Po chwili wypuścił go na zewnątrz.
Ja postawiłam torbę przy ścianie.
Maya rozejrzała się po studiu.
Danio wrócił po minucie.
Bez słowa poszedł do kuchni.
Za chwilę było słychać wodę i kubki.
— Czarna czy z mlekiem?
Zajrzał w naszą stronę.
Zawahał się sekundę.
— Zoe to wiem jaka.
Spojrzał na Maya.
— A koleżanka?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
— Kuzynka.
Maya spojrzała na mnie krótko.
— Z mlekiem.
Po chwili Danio wrócił z trzema kubkami.
Postawił je na stole.
Usiadł na kanapie, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło.
Spojrzał na mnie.
— Jak podróż?
— Dobra.
Wzięłam łyk kawy.
— Danio... to Maya.
Skinął głową.
— Miło poznać.
Maya patrzyła na niego chwilę dłużej, niż wymagało tego zwykłe przywitanie.