Minęły trzy dni.
Drzwi studia otworzyłam cicho.
Maya weszła za mną.
W środku panował półmrok.
Na kanapie spał Danio.
Jedna ręka zwisała mu w dół.
Pod nim, na podłodze, leżał Rex.
Uniósł głowę.
Spojrzał w naszą stronę.
Po chwili znów ją położył.
Dopiero po sekundzie poderwał się jeszcze raz.
Patrzył już prosto na mnie.
Podszedł szybko.
Ogon ruszył pierwszy.
Ale zaraz odwrócił się w stronę Maya.
Stanął czujnie między nią a kanapą.
Kucnęłam przy nim.
— Spokojnie, Rex.
Pogłaskałam go po karku.
Rozluźnił się od razu.
Maya spojrzała na kanapę.
— A to kto?
Spojrzałam na Danio.
— To Danio. Ten, o którym ci mówiłam.
Maya uśmiechnęła się lekko.
— No co chwilę o nim wspominałaś.
Rex odwrócił się nagle.
Podszedł do kanapy.
Oparł łapy o brzeg.
I zaczął lizać Danio po twarzy.