W pokoju było ciemniej niż w studiu.
Lubiłam to.
Tutaj nic nie chciało ode mnie odpowiedzi.
Położyłam się na łóżku.
Bez przebierania.
Bez planu spania.
Telefon rzuciłam obok poduszki.
Ekran był ciemny.
Rex po chwili wszedł.
Zakręcił się raz.
Położył na swoim miejscu obok łóżka.
Westchnął ciężko.
Jakby też miał dość dnia.
Patrzyłam w sufit.
Najpierw myślałam o Maya.
Potem o tym, co napisała.
Potem o tym, że wcale nie chodziło tylko o nią.
Odwróciłam głowę w stronę telefonu.
Nie wzięłam go do ręki.
Danio.
„Nie.”
„Ale nie powinienem.”
Wtedy brzmiało to inaczej.
Teraz trochę mniej.
Może nie odcinał się ode mnie.
Może od czegoś innego.
Przymknęłam oczy.
Przypomniało mi się, jak spojrzał przy drzwiach.
I ten gest.
Dziwny.
Nie przez to, co zrobił.
Przez to, że zrobił właśnie on.
Rex poruszył się obok.
Wyciągnęłam rękę w dół.
Dotknęłam jego grzbietu.
Ciepły.
Normalny.
Stały.
Pierwszy raz od dawna pomyślałam, że nie muszę wiedzieć wszystkiego tej nocy.
Wystarczy, że zacznę rozumieć po trochu.