Danio stał przy biurku.
Coś klikał.
Zatrzymał się.
— Mogę się zająć wykończeniem utworów.
Jack podniósł głowę.
Rex leżał obok.
— Mastering?
Danio lekko się uśmiechnął.
— No… tak to się chyba nazywało.
Siedziałam bokiem.
Gitara oparta o kolano.
Przesunęłam palcami po strunach.
Krótki dźwięk.
Potem drugi.
— Teraz to się dopiero robi poważnie…
Jack parsknął śmiechem.
Danio pokręcił głową.
— Ech…
— Młodzieży.
Cisza.
Grałam dalej.
Jakbym coś sprawdzała.
— Zoe…
— nad czym myślisz?
— Nad piosenką… i nie tylko.
— Nie tylko?
Uśmiechnęłam się.
Nie patrzyłam na niego.
— Zastanawiam się czy dasz radę, Danio.
Jack znowu się zaśmiał.
Danio spojrzał na mnie chwilę.
— Dzięki młoda…
— też Cię lubię.
Jack wstał.
— Dobra, ja się zbieram.
Rex od razu podniósł głowę.
Wstał.
Poszedł za nim.
Drzwi się zamknęły.
— A ten co?
— Nie wiem…
Danio wyszedł przed studio.
Wieczór zaczynał siadać.
Jack szedł kawałek dalej.
Rex szedł obok niego.
Krok w krok.
Bez smyczy.
Bez komendy.
Zniknęli za rogiem.
Cisza.
Po jakimś czasie drzwi lekko się uchyliły.
Rex wszedł do środka.
Jakby nic się nie stało.
Położył się na swoim miejscu.