Kilka dni później.
Na stole leżały dwa bilety.
Lotnicze.
Zatrzymałam się na chwilę.
Nie ruszyłam ich od razu.
Jakby miały same coś powiedzieć.
Przez chwilę przemknęło mi przez myśl,
że to może rodzice.
Ale to nie był ich styl.
Spojrzałam jeszcze raz.
I już wiedziałam.
Danio.
Usiadłam na kanapie.
Bilety zostały na stole.
Nie otwierałam ich.
Czekałam.
Po chwili drzwi się otworzyły.
Danio wszedł do środka.
Jakby nic się nie działo.
Poszedł do kuchni.
Wstawił wodę.
Odwróciłam się w jego stronę.
— Danio, co wymyśliłeś.
Spojrzał na mnie krótko.
— Zajrzałaś?
— Zajrzałam.
Chwila ciszy.
— No i?
— Nie wiem, co mam myśleć.
Skinął lekko głową.
— To nie myśl.
Spojrzałam na niego.
— Serio?
— Serio.
Cisza na chwilę wróciła.
Jakby nic więcej nie było potrzebne.
— Spakuj się.