Coś pomiędzy

Nie wszystko zaczyna się od decyzji. Czasem najpierw trzeba to zobaczyć.

Zatrzymałam się w wejściu.

Nie weszłam od razu.

Jack siedział przy perkusji.

Grał spokojnie.

Bez pośpiechu.

Danio był obok.

Z gitarą.

Najpierw pojedyncze dźwięki.

Jakby sprawdzał.

Potem trochę pewniej.

Na początku to się nie składało.

Każdy grał swoje.

A jednak po chwili coś zaczęło się zazębiać.

Nie od razu.

Nie idealnie.

Ale wystarczająco, żeby nie przerywać.

Nie patrzyli na siebie.

Nie dawali sobie znaków.

A jednak trzymali się razem.

Zmarszczyłam lekko brwi.

Jakby coś się nie zgadzało.

Albo właśnie zgadzało za bardzo.

Rytm był prosty.

Powtarzalny.

Gitara spokojna.

Bez popisywania się.

Usiadłam naprzeciwko.

Nie wzięłam gitary.

Tylko słuchałam.

Jakby pierwszy raz.

Jakby z zewnątrz.

Próbowałam to rozłożyć.

Wejścia.

Przerwy.

To, co zostawiają między dźwiękami.

I wtedy, prawie niezauważalnie,

zaczęłam coś nucić.

Cicho.

Bez słów.

Jakby tylko sprawdzać,

czy to ma sens.

Nie spojrzeli na mnie.

Nie przerwali.

A jednak wszystko zaczęło iść w jedną stronę.

Po chwili przestali.

Bez sygnału.

Po prostu.

Cisza wróciła.

Usiadła między nami.

Danio odłożył gitarę.

Jack spojrzał gdzieś przed siebie.

Nikt nic nie powiedział.

I chyba właśnie o to chodziło.

← Wróć do: Etap 6