Centrum handlowe było jak zawsze pełne.
Ludzie, światła, ruch.
Przeszłam obok kilku sklepów.
W ręce miałam tylko jedną torbę.
Nic pilnego.
Raczej zwykłe rzeczy.
Już miałam wychodzić, kiedy ktoś mnie zatrzymał.
— Zoe?
Odwróciłam się.
Kasia.
Uśmiechnęła się lekko.
— Hej.
— Hej.
Chwilę stałyśmy bez słowa.
Jakby żadna nie wiedziała, od czego zacząć.
— Co tam?
Wzruszyłam lekko ramionami.
— Spokojnie.
Skinęła głową.
— A Danio?
— Został w studiu. Z Rexem.
— Dalej gracie?
Spojrzałam gdzieś obok niej.
— Czasem.
Krótka cisza.
Kasia przyjrzała mi się uważniej.
— To już coś więcej… czy dalej tak po swojemu?
Nie odpowiedziałam od razu.
Poprawiłam torbę na ramieniu.
— Nie wszystko trzeba nazywać.
Uśmiechnęła się lekko.
— Ty zawsze tak.
Też się uśmiechnęłam.
— Może.
Chwilę jeszcze stałyśmy.
Bez presji.
Bez dalszych pytań.
— Dobra, nie zatrzymuję Cię.
— Trzymaj się.
— Ty też.
Minęłyśmy się.
Jakby to było zwykłe spotkanie.
A jednak coś zostało.