Danio z Jackiem weszli do środka bez pośpiechu.
Na kanapie leżał Rex.
Nawet się nie podniósł.
Tylko spojrzał na nich i wrócił do swojego spokoju.
Zatrzymali się.
Nie dlatego, że coś ich zatrzymało.
Po prostu… nie poszli dalej.
Po chwili wyszłam z drugiego pomieszczenia.
Spojrzałam na nich i od razu zobaczyłam ich twarze.
Zatrzymałam się kawałek dalej.
— I co?
Cisza.
— Czemu nic nie mówicie?
Danio spojrzał jeszcze raz dookoła.
— Bo nie wiem, co mam powiedzieć.
Jack milczał.
Danio jedynie wtrącił.
— Ale zmiana.
Unoszę lekko brwi.
— Ale ja nic nie zrobiłam.
Trochę poustawiałam, trochę wyrzuciłam.
Przecież to nic wielkiego.
Danio pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem.
— No… ok.
Spojrzałam na Jacka.
— Jack?
Chwilę jeszcze stał bez ruchu.
— A ja nie wiem, co mam powiedzieć.
Krótka cisza.
— Myślicie, że można coś jeszcze zmienić?
Danio westchnął cicho.
— Nie wiem, czy jest co.
Pauza.
— Chyba że budynek.
Na chwilę pojawił się lekki uśmiech.
Kiwnęłam głową.
— No i tak myślałam, że wam się spodoba.