Studio wyglądało tak samo.
Te same ściany.
Ten sam zapach.
A jednak coś się przesunęło.
Nie było tego widać.
Ale było czuć.
Wzięłam gitarę.
Usiadłam jak wcześniej.
Na tym samym miejscu.
Palce same znalazły struny.
Pierwsze dźwięki były spokojne.
Bez szukania.
Bez poprawiania.
Jakby już wiedziały, gdzie iść.
Danio siedział obok.
Nie mówił nic.
Rex podniósł głowę.
Przez chwilę słuchał.
Potem znów się położył.
Grałam dalej.
Trochę inaczej niż wcześniej.
Spokojniej.
Jakby bez potrzeby udowadniania czegokolwiek.
Danio spojrzał na mnie.
Krótko.
„I tak lepiej.”
Uśmiechnęłam się lekko.
Nie przestałam grać.
Nie zapytałam „dlaczego”.
Nie było takiej potrzeby.
Numer dalej leżał na stole.
Już prawie poza zasięgiem wzroku.
I chyba właśnie tak miało być.