Drzwi otwierają się bez pukania.
Jack wchodzi.
Zatrzymuje się przy wejściu.
Patrzę na niego.
— Rozmawiałem z nimi.
Cisza.
— Chcą z Tobą pogadać.
Nie pytam.
Wstaję.
Gitara zostaje na miejscu.
Wychodzimy.
Rex idzie za nami.
---
Dom Jacka.
Światło w środku.
Cicho.
Rex siada przy drzwiach.
Nie wchodzi.
Kładzie się na wycieraczce.
Czeka.
---
Drzwi otwiera ojciec.
Krótki ruch głową.
— Wejdź.
Wchodzę.
Jack zostaje obok.
Matka stoi przy stole.
Patrzy najpierw na niego.
Potem na mnie.
Cisza.
— Gdzie to jest?
— Zespół stąd.
— Z miasteczka.
— Na chwilę.
Ojciec patrzy.
— To pewne?
— Nie.
Krótka pauza.
— To próba.
Cisza zostaje na chwilę.
Matka patrzy na Jacka.
Nic nie mówi.
Ojciec przenosi wzrok na mnie.
Potem na niego.
— Niech spróbuje.
Cisza.
Kiwnięcie głową.
---
Drzwi się zamykają.
Rex podnosi głowę.
Wstaje.
Jack wychodzi pierwszy.
Idę za nim.
Cisza.
— Dobra.
— Mhm.
Rex rusza pierwszy.
Idziemy.
Bez planu.
Ale już nie stoimy w miejscu.