Kartka leżała na stole.
Nie była duża.
A jednak zajmowała więcej miejsca niż powinna.
Patrzyłam na nią chwilę.
Potem wzięłam ją do ręki.
I wyszłam.
Droga do domu była krótsza niż zwykle.
Albo tylko tak mi się wydawało.
Weszłam do środka.
Ojciec siedział przy stole.
Matka była przy blacie.
Zatrzymałam się.
Przez chwilę nic nie mówiłam.
Położyłam kartkę na stole.
Ojciec spojrzał na nią.
Potem na mnie.
„Ktoś się odezwał.”
Krótka cisza.
„Kto?”
„Nie wiem.”
Ojciec wziął kartkę.
Spojrzał na numer.
Nie skomentował od razu.
„Czego chcą?”
„Kontaktu.”
„Tyle.”
Cisza.
Ojciec odłożył kartkę.
Patrzył przez chwilę gdzieś obok.
Jakby coś układał.
„Nie idziesz w to sama.”
Patrzyłam na niego.
Spokojnie.
„Nie poszłabym sama.”
Krótka cisza.
Ojciec kiwnął lekko głową.
„On ma tam być.”
Nic nie odpowiedziałam.
Ale wiedziałam.
Matka spojrzała na mnie.
Potem na ojca.
Nic nie powiedziała.
Zabrałam kartkę ze stołu.
Odwróciłam się.
I wyszłam.