Wieczorem przyszedł Jack

Nie każdy wraca po to, żeby coś powiedzieć. Czasem wraca, bo coś zostało w głowie.

Tego samego dnia wieczorem siedzieliśmy jeszcze w studiu.

Nie grałam.

Gitara była oparta o biurko.

Danio siedział na kanapie.

Rex leżał obok.

Było cicho.

Nagle drzwi się otworzyły.

Do środka wszedł Jack.

Rex od razu podniósł głowę.

Zrobił się czujniejszy.

Danio spojrzał na niego.

„Spokojnie.”

Rex opadł z powrotem.

Spojrzałam na Jacka.

„Co tu robisz, Jack?”

Wzruszył ramionami.

„Wpadłem.”

„Tak w odwiedziny.”

Patrzyłam na niego chwilę.

Danio odezwał się z kanapy.

„Widziałeś?”

Jack zerknął w jego stronę.

Potem znowu na mnie.

„No.”

„Stałem wtedy przed studiem.”

„Słyszałem, jak grałaś.”

„Wcześniej też cię słyszałem.”

„Ale na żywo, tutaj, to robi większe wrażenie.”

Popatrzyłam na niego.

„I jak?”

Jack przez chwilę nic nie mówił.

Jakby układał to sobie w głowie.

„No fajnie.”

„Mocno.”

„Ale…”

Zawiesił głos.

„Gram dalej na gitarze.”

„Tylko zacząłem też ćwiczyć na perkusji.”

„Bo lubię walić w bębny.”

Danio się nie odezwał.

Słuchał.

Jack spojrzał gdzieś w bok.

„I tak mi przyszło…”

„Jak ta perkusja wchodzi, to trochę gubię gitarę.”

„Jakby było jej trochę za dużo.”

Zrobiło się cicho.

Danio siedział jeszcze chwilę bez ruchu.

Potem spojrzał na mnie.

„Kurde.”

„Młody ma rację.”

Nie odpowiedziałam od razu.

Spojrzałam na gitarę.

Potem na Jacka.

A potem znów zrobiło się cicho.

← Wróć do: Etap 5