Kiedy ludzie zaczęli się rozchodzić, wszystko wróciło do zwykłego tempa.
Ktoś jeszcze stał chwilę dłużej.
Ktoś coś powiedział po drodze.
Potem zrobiło się ciszej.
Danio wstał.
Podszedł do mnie.
Nie powiedział nic od razu.
Patrzył na mnie.
Inaczej niż wcześniej.
Nie oceniał.
Nie gratulował.
Jakby coś sobie poukładał.
Nic nie mówiłam.
Podniosłam gitarę.
Wróciliśmy do środka.
Zabraliśmy krzesło.
Głośnik.
Resztę sprzętu.
Bez pośpiechu.
Jakby to była zwykła rzecz.
Jakby nic się nie wydarzyło.
Danio odstawił głośnik.
Spojrzał na mnie.
„To było mocne.”
Spojrzałam na niego.
„To był impuls.”