Studio było spokojne.
Nie ciche.
Po prostu spokojne.
Zoe siedziała przy biurku.
Coś poprawiała.
Przesuwała rzeczy, które już wcześniej leżały dobrze.
Ale teraz jakby mogły leżeć jeszcze lepiej.
Rex spał na kanapie.
Bez ruchu.
Danio wszedł bez pośpiechu.
Jak zwykle.
Nie zatrzymał się przy sprzęcie.
Nie patrzył od razu na biurko.
Usiadł na kanapie.
Oparł się lekko.
Przez chwilę nic nie mówił.
Zoe też nie.
Cisza nie była ciężka.
Po prostu była.
Danio:
To omówmy to.
Pauza.
Zoe zatrzymała rękę na chwilę.
Nie odwróciła się od razu.
Tylko lekko opuściła wzrok.
Jakby sprawdzała, czy dobrze usłyszała.
Dopiero potem spojrzała w jego stronę.
Danio siedział spokojnie.
Bez napięcia.
Zoe:
Co dokładnie?
Danio:
To wspólne granie.
Krótka cisza.
Danio:
Jaki masz na to pomysł.
Zoe patrzyła na niego jeszcze chwilę.
Potem odwróciła się z powrotem do biurka.
Nie po to, żeby uciec.
Raczej żeby łatwiej było mówić.
Zoe:
Nie wiem jeszcze wszystkiego.
Zoe:
Ale nie chciałabym, żeby to było tylko „razem” dla samego razem.
Danio nie odpowiada od razu.
Tylko lekko kiwa głową.
Jakby właśnie tego chciał usłyszeć.
Rex porusza uchem.
Nie budzi się.
Zoe:
To musi mieć sens.
Danio:
No.
Pauza wraca między nich.
Ale już nie taka sama.