Wieczór w studiu.
Radio gra cicho.
Rex śpi na kanapie.
Zoe siedzi przy biurku.
Telefon leży obok dłoni.
Ekran rozświetla się na chwilę.
Wiadomość od Danio.
Krótka.
Muszę na kilka dni wyjechać.
Odezwę się.
Zoe czyta raz.
Potem drugi.
Nie odpisuje.
Odkłada telefon.
Przez chwilę nic nie robi.
Patrzy gdzieś obok.
Jakby to miejsce nagle zrobiło się większe.
Wstaje.
Podchodzi do półki.
Przesuwa kilka rzeczy.
Wyciąga stary magnetofon.
Stawia go na biurku.
Siada z powrotem.
Przez chwilę tylko patrzy.
Potem sięga po kasetę.
Tę z datą.
Bez podpisu.
Wkłada ją powoli.
Klik.
Najpierw szum.
Suchy.
Stary.
Potem gitara.
Nierówna.
Jak próba.
Śmiech.
Młody głos:
Nie tak.
Drugi:
To pokaż.
Pierwszy:
Gram przecież.
Drugi:
No właśnie.
Krótki śmiech.
Znów struny.
Pierwszy:
Dobra, teraz Ty.
Drugi:
Nie chce mi się.
Pierwszy:
Zawsze Ci się nie chce.
Drugi:
Bo zawsze chcesz robić wszystko idealnie.
Cisza.
Gitara milknie na chwilę.
Pierwszy:
A Ty nie?
Krótka pauza.
Drugi:
Nie wiem.
Pierwszy:
No właśnie.
Coś stuka.
Jak odłożona kostka.
Drugi:
Słuchaj…
Pierwszy:
Mhm?
Drugi:
Myślałeś kiedyś… żeby iść?
Pierwszy:
Gdzie?
Drugi:
No… wiesz.
Krótka cisza.
Pierwszy:
Do wojska?
Drugi:
No.
Dłuższa pauza.
Pierwszy:
Myślałem.
Drugi:
I?
Pierwszy:
I nic.
Drugi:
Czyli?
Pierwszy:
Czyli nie wiem.
Krótki śmiech.
Drugi:
Ty zawsze „nie wiem”.
Pierwszy:
A Ty zawsze „wiem”.
Drugi:
Bo ktoś musi.
Pierwszy:
No to idź pierwszy.
Cisza.
Bez śmiechu.
Drugi:
Może pójdę.
Pierwszy:
Serio?
Drugi:
Nie wiem.
Krótka pauza.
Drugi:
Zobaczymy.
Gitara wraca.
Cicho.
Spokojniej.
Zoe siedzi bez ruchu.
Nie przewija.
Nie wyłącza.
Patrzy przed siebie.
Jakby słuchała czegoś więcej niż głosów.
Jakby to nie była kaseta.
Tylko chwila.
Zatrzymana gdzieś przed wszystkim.