Dawne czasy

Nie każda odpowiedź przychodzi w słowach.

Przez ten tydzień niewiele się zmieniło.

Radio grało dalej.

Studio żyło swoim rytmem.

A jednak coś pracowało.

Nie wracałam do zdjęcia codziennie.

Ale ono wracało do mnie.

Częściej, niż powinno.

Kilka godzin później jestem już u rodziców.

Rex wchodzi pierwszy.

Jak zawsze.

Dom pachnie tak samo.

Matka coś robi w kuchni.

Ojciec siedzi w salonie.

Telewizor gra w tle.

Siadam obok.

Chwila ciszy.

Zoe:

Chciałam z Tobą pogadać.

Ojciec:

Mhm.

Nie patrzy od razu.

Wyciągam zdjęcie.

Kładę je między nami.

Nic nie tłumaczę.

Ojciec patrzy.

Zatrzymuje się.

Na chwilę dłużej, niż powinien.

Telewizor dalej gra.

On już nie słucha.

Sięga po zdjęcie.

Nie od razu.

Bierze je do ręki.

Patrzy.

Dłużej.

Matka stoi w progu kuchni.

Nic nie mówi.

Tylko słucha.

Ojciec odkłada zdjęcie.

Dokładniej, niż trzeba.

Ojciec:

Skąd to masz?

Zoe:

Znalazłam.

Na dole.

Cisza.

Nie dopytuję.

Patrzę.

Ojciec:

Dawne czasy.

I tyle.

Żadnych wyjaśnień.

Żadnych pytań.

Cisza zostaje między nami.

Sięgam po zdjęcie.

Zabieram je z powrotem.

Spokojnie.

Wstaję.

Matka dalej stoi w progu.

Mijam ją bez słowa.

Rex podnosi głowę.

Powoli.

Wstaje.

Idzie za mną.

Drzwi zamykają się cicho.

← Wróć do: Etap 5