Studio. Po południu.
Zoe siedzi przy laptopie.
Coś poprawia.
Ekran odbija się lekko na jej twarzy.
Danio siedzi obok.
Gitara na kolanach.
Powoli zmienia struny.
Cicho.
Słychać tylko kliknięcia klawiszy.
I metaliczny dźwięk naciąganej struny.
Na kanapie leży Rex.
Spokojny.
Drzwi są lekko uchylone.
Nie od razu to widać.
Najpierw Rex unosi głowę.
Zatrzymuje się.
Patrzy w stronę wejścia.
Zoe odrywa wzrok od laptopa.
Danio przestaje na chwilę kręcić kluczem.
W drzwiach stoi chłopak.
Gitara przewieszona przez ramię.
Nie wchodzi od razu.
Jakby czekał, czy może.
Zoe patrzy w jego stronę.
Rex zsuwa się z kanapy.
Rusza powoli w stronę drzwi.
— Rex.
Krótka pauza.
— Zostań.
Pies zatrzymuje się.
Patrzy chwilę.
I wraca na miejsce.
Cisza.
Danio odkłada na moment gitarę.
— Wejdź.
Chłopak robi krok do środka.
Zatrzymuje się jeszcze na chwilę.
— Mam na imię Jack.
Zoe patrzy na niego uważnie.
— Cześć, Jack.
— Cześć, młody — rzuca Danio.
Zoe lekko się uśmiecha.
Ale nic nie mówi.
— Podejdź.
Krótka pauza.
— Nie bój się psa.
Jack podchodzi bliżej.
— Dobry wieczór… pani Zoe.
Zoe odruchowo opuszcza wzrok.
— O kurcze…
Danio tylko się uśmiecha pod nosem.
Zoe siada z powrotem przy gitarze.
Patrzy na chłopaka.
— Usiądź.
Pauza.
— O co chodzi?
Jack siada powoli.
Gitara oparta o jego kolano.
Nie patrzy od razu w górę.
Zoe przez chwilę nic nie mówi.
Rex unosi głowę.
Patrzy na nich obu.
I znowu ją odkłada.
W studio robi się cicho.
Trochę inaczej niż wcześniej.
Jakby coś miało się dopiero zacząć.