Gabinet

Spokojna rozmowa.

Gabinet komendanta nie był duży.

Proste biurko.

Dwa krzesła.

Szafa z dokumentami.

Na ścianie kilka ramek i jedno zdjęcie grupowe.

W środku panował porządek.

Taki, którego nikt nie musiał już pilnować na pokaz.

Komendant wszedł pierwszy.

Danio i Zoe zaraz za nim.

Rex ruszył ostatni.

Drzwi zamknęły się cicho.

Komendant usiadł za biurkiem.

Przez chwilę nic nie mówił.

Spojrzał najpierw na Zoe.

Potem na psa.

Rex położył się spokojnie obok jej krzesła.

— Sytuacja wygląda tak — powiedział w końcu.

— Formalnie Rex nadal jest pod naszą opieką.

— Po śmierci przewodnika nic nie zostało jeszcze domknięte.

— A do normalnej służby i tak już raczej nie wróci.

Danio siedział spokojnie.

Nie wchodził w słowo.

Komendant mówił dalej:

— Problem nie polega na tym, że Rex jest agresywny.

— Problem polega na tym, że od jakiegoś czasu sam szuka miejsc, w których może się odciąć.

— Cisza działa na niego lepiej niż cokolwiek innego.

Zoe słuchała uważnie.

— I dlatego trafił do mnie?

Komendant spojrzał na nią dłużej.

— Tego nie wiem na pewno.

— Ale jedno widzę od razu.

— Przy tobie jest spokojny.

W gabinecie znowu zapadła cisza.

Zoe spojrzała w dół.

Rex nadal leżał nieruchomo.

Jakby samo siedzenie obok jej wystarczało.

— Co to znaczy? — zapytała cicho.

Komendant oparł dłonie o blat.

— To znaczy, że na razie nie będę go stąd zabierał na siłę.

— Muszę sprawdzić, jak to rozwiązać formalnie.

— Ale kilka najbliższych dni może zostać z tobą.

Danio uniósł lekko wzrok.

Nie powiedział nic.

Zoe patrzyła przez chwilę przed siebie.

Jakby jeszcze nie była pewna, czy dobrze usłyszała.

Wtedy Rex uniósł głowę.

Przesunął się bliżej.

I bez pośpiechu oparł ją o udo Zoe.

Nikt się nie odezwał od razu.

Komendant spojrzał na ten ruch spokojnie.

Potem lekko pokiwał głową.

— No tak.

— Chyba sam już wybrał.

← Wróć do: Etap 4