Rex

Nie każdy pies wraca od razu.

Przez chwilę nikt nic nie mówił.

Michael Carter patrzył tylko na psa.

Jakby sprawdzał, czy naprawdę stoi przed nim.

Rex usiadł spokojnie.

Bez ruchu.

Bez napięcia.

— Dziękuję, że go przyprowadziliście.

Głos miał spokojny.

Ale było w nim zmęczenie.

Zoe spojrzała na psa.

— On sam do mnie przyszedł.

Michael skinął lekko głową.

Jakby ta odpowiedź niczego go nie zdziwiła.

— To były pies wojskowy.

Danio spojrzał uważniej.

Michael zauważył to od razu.

— K-9. Kilka lat służby.

— Potem trafił do pracy policyjnej.

— Był prowadzony przez jednego człowieka przez długi czas.

Rex nadal siedział spokojnie.

Nie reagował na własne imię.

— Kilka dni temu jego właściciel zmarł.

W pomieszczeniu zrobiło się ciszej.

Zoe odruchowo spojrzała na psa.

Michael mówił dalej spokojnie.

— Rex był obok.

— Nie ruszył się przez długi czas.

— Potem coś w nim puściło.

— Jakby wróciło coś starego.

Danio lekko skinął głową.

Nie musiał pytać, co to znaczy.

Michael spojrzał na psa.

— Podejrzewamy, że wróciła trauma ze służby.

— Dlatego uciekł.

— A dlaczego trafił akurat do was...

Na chwilę urwał.

Potem spojrzał na Zoe.

— Tego jeszcze nie rozumiem.

Rex położył się spokojnie przy jej nodze.

Jakby sam nie zamierzał niczego tłumaczyć.

Drzwi otworzyły się spokojnie.

Do pokoju wszedł komendant.

Spojrzał najpierw na Michaela.

Potem na Danio.

Na końcu na psa.

Rex lekko uniósł głowę.

Przez chwilę patrzył.

Po czym spokojnie położył ją z powrotem na udzie Zoe.

— Cześć, Danio.

Danio odwrócił głowę.

— Cześć, Mark.

Zoe spojrzała na nich obu i półgłosem powiedziała:

— Czy ty wszystkich znasz, czy tylko mam takie dziwne wrażenie?

Komendant spojrzał na nią krótko.

— Może nie wszystkich, młoda damo, ale większość na pewno.

Podszedł bliżej.

Podał rękę Danio.

Krótko.

Po wojskowemu.

Spojrzał na Michaela.

— Michael, wracaj do swoich zajęć.

Michael skinął głową i wyszedł.

W pokoju zrobiło się ciszej.

Komendant jeszcze chwilę patrzył na Rexa.

— To nie pierwszy raz.

Zoe uniosła lekko wzrok.

— Co nie pierwszy raz?

Komendant nie odrywał wzroku od psa.

— Że znika.

— Po śmierci przewodnika kilka razy szukał miejsca, gdzie było spokojnie.

Spojrzał na Zoe.

— Ale pierwszy raz sam został przy kimś tak długo.

Danio milczał.

Komendant zrobił krok bliżej.

— Muszę sprawdzić, co dalej zrobić z uciekinierem.

Spojrzał przy tym na Rexa.

Pies lekko uniósł głowę.

Jakby dokładnie wiedział, że chodzi o niego.

Po chwili znów spokojnie położył ją na udzie Zoe.

Komendant zauważył to od razu.

— Chodźcie do gabinetu.

— Tam porozmawiamy spokojnie.

← Wróć do: Etap 4