Droga na komendę nie była daleka.
Pies szedł obok nich spokojnie.
Nie ciągnął.
Nie zatrzymywał się.
Jakby dokładnie wiedział, dokąd idą.
Budynek komendy stał przy głównej ulicy.
Jasna elewacja.
Szklane drzwi.
Spokojny ruch przy wejściu.
Zoe spojrzała na psa.
Ten na chwilę zatrzymał się przed wejściem.
Uniósł lekko głowę.
Potem ruszył dalej.
W środku było chłodniej niż na zewnątrz.
Za ladą siedział dyżurny.
Danio podszedł pierwszy.
— Szukamy Michaela Cartera.
Dyżurny spojrzał najpierw na nich.
Potem na psa.
Jakby od razu rozpoznał sytuację.
— Drzwi po lewej. Drugie pomieszczenie.
Ruszyli dalej.
Pies szedł spokojnie.
Przy drugich drzwiach zatrzymał się sam.
Zoe spojrzała na klamkę.
Danio otworzył.
W środku stał mężczyzna w policyjnej koszuli.
Odwrócił się od biurka.
Najpierw spojrzał na nich.
Potem na psa.
I zamilkł.
Jakby przez chwilę nie był pewien, czy naprawdę go widzi.
Pies nie ruszył od razu.
Stał spokojnie.
Dopiero po chwili zrobił dwa kroki do przodu.
— Rex...
To było bardziej cicho niż normalne słowo.
Jakby powiedział to bardziej do siebie niż do nich.