Przez chwilę jeszcze stali przy drzewie.
Kartka poruszała się lekko na wietrze.
Pies siedział obok spokojnie.
Jakby czekał.
Danio spojrzał jeszcze raz na numer.
— Skoro już tu jesteśmy, trzeba zadzwonić.
Zoe wyjęła telefon.
Jeszcze raz spojrzała na kartkę.
Wpisała numer powoli.
Przyłożyła telefon do ucha.
Pierwszy sygnał.
Drugi.
Po chwili ktoś odebrał.
— Michael Carter.
Głos był spokojny.
Krótki.
Bez zbędnych pytań.
Zoe spojrzała na psa.
— Dzień dobry... znaleźliśmy psa z ogłoszenia.
Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.
Jakby człowiek po drugiej stronie od razu zrozumiał, o którego psa chodzi.
— Jest teraz z wami?
— Tak.
— Spokojny?
Zoe spojrzała na psa siedzącego obok.
— Bardzo.
Tym razem cisza trwała chwilę dłużej.
Potem głos wrócił.
— Jestem teraz na komendzie policji. Jeśli możecie, przyjedźcie.
Zoe spojrzała na Danio.
— Dobrze. Zaraz będziemy.
Rozłączyła połączenie.
Schowała telefon.
— Jest na komendzie.
Danio skinął lekko głową.
Pies wstał sam.
Jakby wiedział, że idą dalej.