Po kilku dniach Danio znów przyszedł do studia.
Ochroniarz od razu go przepuścił.
Tym razem nawet nie musiał się zatrzymywać.
Pies tylko uniósł głowę, spojrzał krótko i znów położył ją na łapach.
— No proszę, awansowałem.
Powiedział cicho, zamykając za sobą drzwi.
Siedziałam przy biurku.
Laptop był otwarty.
Na ekranie wciąż ten sam projekt.
Gitara stała obok.
— Dziś już bez kontroli przy wejściu?
Danio spojrzał na psa.
— Widocznie uznał, że jednak nie jestem zagrożeniem.
Przez chwilę było cicho.
Danio jakby sam jeszcze układał coś w głowie.
— Zoe, słuchaj... gadałem ostatnio z kolegą z dawnych lat.
Spojrzałam na niego.
— Ma pewną propozycję. Ale sam nie wiem.
Odwróciłam się lekko na krześle.
— A możesz jednak uchylić rąbka tajemnicy?
Usiadł bliżej.
— Ma studio. Dużo większe niż nasze. Bardziej profesjonalne.
— Słyszał cię w radiu.
— I chciałby cię zaprosić.
Przez chwilę nic nie odpowiedziałam.
— Czyli musiał słyszeć Impuls.
— Tak. Właśnie o Impulsie mówił.
Spojrzałam na ekran laptopa.
— A ty co myślisz o takim pomyśle?
Danio wzruszył ramieniem.
— No co ja mogę myśleć. To nie moja decyzja.
Po chwili dodał spokojnie:
— Bo kariery nie robi się w zamkniętych przestrzeniach.
Spojrzałam na niego uważniej.
— A ja mam robić karierę?
Lekko się uśmiechnął.
— Nie. Nie masz robić. Tylko pewnie kiedyś zrobisz.
— To po co ten kolega?
— Żeby sprawdzić, jak się zachowasz w nowym miejscu.
— Tutaj działasz dobrze.
— Może nawet bardzo dobrze.
— Tam wszystko brzmi trochę inaczej.
Przez chwilę było cicho.
Spojrzałam jeszcze raz na gitarę.
— Muszę się nad tym zastanowić.
Danio skinął lekko głową.
— Dobrze.
— To tylko propozycja.
— Nic na siłę.
Wieczorem wrócił do siebie.
W studiu znów zrobiło się cicho.
Laptop nadal był otwarty.
Na ekranie świecił ten sam projekt.
Pies leżał przy kanapie.
Po chwili podszedł spokojnie.
Jak wcześniej.
Oparł głowę o moją nogę.
Spojrzałam w dół.
— Ciekawe, co Danio by zrobił.
Przez chwilę milczałam.
— Bo sam nie powiedział, jakby się zachował.