Do domu rodziców miałam niedaleko.
Szłam spokojnie znajomą drogą.
Dopiero po chwili kątem oka zauważyłam, że pies znów idzie za mną.
Nie obok.
Nie przede mną.
Po prostu kilka kroków z tyłu.
Nie reagowałam.
Szłam dalej.
Kiedy weszłam na podjazd, nadal tam był.
Weszłam do środka.
Jakby na moment całkiem mi wypadł z głowy.
Dopiero po chwili spojrzałam przez firankę.
Siedział na chodniku.
Spokojnie.
Patrzył w stronę domu.
— Zoe, coś jest nie tak?
Odwróciłam głowę.
— Chodź na chwilę.
Ojciec podszedł do okna.
Spojrzał przez firankę.
— A co to za pies?
— Sam kiedyś wszedł do studia. I tak... bywa.
Jeszcze chwilę patrzyłam na chodnik.
— Teraz przyszedł za mną tutaj.
Ojciec nie odrywał wzroku od psa.
— Dziwne.
Po chwili dodał spokojnie:
— Wygląda, jakby był szkolony.
Spojrzałam na niego.
— Skąd taki pomysł?
— Inny pewnie już dawno próbowałby wejść za tobą do środka albo kręcił się przy drzwiach.
Za firanką pies nadal siedział dokładnie w tym samym miejscu.
Jakby czekał.