Obudził mnie telefon.
Spojrzałam na ekran.
Danio.
— Zoe, podejdziesz?
Jeszcze przez chwilę nie wiedziałam, o co chodzi.
— Twój ochroniarz chyba nie chce mnie wpuścić.
Usiadłam na łóżku.
— Jaki ochroniarz?
— Ten przy drzwiach.
Zeszłam na dół.
Pies siedział dokładnie tam, gdzie wieczorem zostawiłam uchylone wejście.
Spokojny.
Głowa uniesiona.
Danio stał po drugiej stronie progu.
— Warczał?
— Warczał.
Spojrzał na psa.
— Ale wejść też nie chciał pozwolić.
Podeszłam bliżej.
Dopiero wtedy pies odsunął się kawałek.
Danio wszedł do środka.
Spojrzał jeszcze raz na psa.
— Skąd on się w ogóle wziął?
Spojrzałam na niego.
— Gdybym wiedziała, pewnie spałabym spokojniej.