Przy drzwiach

West Virginia. Rano.

Obudził mnie telefon.

Spojrzałam na ekran.

Danio.

— Zoe, podejdziesz?

Jeszcze przez chwilę nie wiedziałam, o co chodzi.

— Twój ochroniarz chyba nie chce mnie wpuścić.

Usiadłam na łóżku.

— Jaki ochroniarz?

— Ten przy drzwiach.

Zeszłam na dół.

Pies siedział dokładnie tam, gdzie wieczorem zostawiłam uchylone wejście.

Spokojny.

Głowa uniesiona.

Danio stał po drugiej stronie progu.

— Warczał?

— Warczał.

Spojrzał na psa.

— Ale wejść też nie chciał pozwolić.

Podeszłam bliżej.

Dopiero wtedy pies odsunął się kawałek.

Danio wszedł do środka.

Spojrzał jeszcze raz na psa.

— Skąd on się w ogóle wziął?

Spojrzałam na niego.

— Gdybym wiedziała, pewnie spałabym spokojniej.

← Wróć do: Etap 4