W studiu nadal pachniało świeżo ruszonym kurzem, drewnem i czymś, czego Zoe nie umiała nazwać — jakby miejsce przez lata stało zamknięte, ale nie martwe.
Stała przy kanapie, rozglądając się po wnętrzu, które jeszcze niedawno pamiętała zupełnie inaczej.
Kilka dni wcześniej wszystko wyglądało tu jak przestrzeń zatrzymana gdzieś pomiędzy dawnym życiem a zapomnieniem.
Teraz było inaczej.
Nie idealnie.
Nie nowocześnie.
Ale porządek był widoczny od razu.
Przesunięte sprzęty.
Oczyszczone półki.
Kable zebrane przy ścianie.
Mikrofon ustawiony obok wzmacniacza.
Spojrzała na Danio, który stał obok starego stołu i poprawiał przewód przy wejściu.
— Czyli jednak serio to wszystko ruszyłeś.
— No, jeszcze kilka rzeczy chciałbym poprawić.
— Na przykład co?
Spojrzał na starą kanapę stojącą przy ścianie.
— Kanapę do spania.
Zoe uniosła brwi.
— Ty serio tu sypiasz?
— No przecież widziałaś.
— Ale spałeś tutaj bo?
Podniósł wzrok spokojnie.
— Bo miałem ochotę przymknąć na chwilę oko.
Zoe westchnęła lekko i pokręciła głową.
— Kurde... czasem ciężko się z tobą dogadać.
— Ja nie jestem tutaj ważny.
— A kto?
Danio spojrzał na nią krótko.
— Zgadnij.
Rozejrzała się po wnętrzu.
— Studio?
— Zgaduj dalej.
Na moment zrobiło się cicho.
Zoe podeszła bliżej mikrofonu, przesunęła dłonią po jego obudowie, potem odwróciła się w jego stronę.
— Czyli co... mam dalej zgadywać?
Tym razem nie odpowiedział od razu.
Sięgnął do kieszeni bluzy.
Wyjął klucze.
Podszedł bliżej i bez wielkiego gestu położył je na jej dłoni.
— Jeśli chcesz, możesz tu przychodzić.
Spojrzała najpierw na klucze, potem na niego.
— Ciekawe... znów sobie ze mnie robisz jaja?
Danio lekko pokręcił głową.
Delikatnie ujął jej dłoń, skierował ją w stronę kanapy, jakby chciał, żeby na chwilę usiadła i naprawdę zrozumiała, że tym razem nie żartuje.
— Zoe... możesz korzystać. Serio.
Usiadła powoli.
Klucze nadal trzymała w dłoni.
Obróciła je lekko między palcami.
— Ok... tego się akurat nie spodziewałam.
Na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny cień uśmiechu.
Przez chwilę patrzył gdzieś obok niej, jakby nie chciał przeciągać tego momentu bardziej niż trzeba.
Potem spokojnie powiedział:
— Wierzę w ciebie.
I znów zrobiło się cicho.
Tak naturalnie, bez napięcia.
Zoe nie odpowiedziała.
Patrzyła na klucze, potem na niego.
Jakby próbowała zrozumieć, po co powiedział jeszcze właśnie to.
Bo przecież mógł po prostu dać jej klucze.
Nic więcej.
A jednak powiedział coś więcej.
Danio sięgnął po kubek stojący przy wzmacniaczu, upił łyk kawy i odwrócił wzrok.
A studio po raz pierwszy od dawna nie wyglądało już jak miejsce zamknięte.