Kilka dni później garaż stał pusty.
Zoe wyjechała z rodzicami.
Kilka dni poza domem, poza gitarą opartą o ścianę, poza codziennym rytmem wieczorów.
Droga mijała spokojnie.
Rozmowy urywały się i wracały, jak to zwykle podczas rodzinnych wyjazdów.
W tym samym czasie Danio coraz częściej pojawiał się w starym studiu.
Najpierw otworzył wszystkie okna.
Potem wyniósł część niepotrzebnych rzeczy.
Kurz zniknął ze stołu.
Stare kable zostały zwinięte.
Kilka rzeczy przesunął, coś naprawił, coś ustawił od nowa.
Z zewnątrz budynek nadal wyglądał tak samo.
Ale w środku powoli przestawał być martwy.
Pod koniec tygodnia Zoe dostała wiadomość:
— Jak wrócisz, odezwij się.
Odpisała dopiero po powrocie.
Kilka godzin później Danio podjechał autem pod dom.
Kiedy wyszła, opuścił szybę.
— Weź gitarę i mikrofon.
Spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.
— A gdzie jedziemy?
— Zaraz zobaczysz.
Nie dopytywała więcej.
Przez większość drogi patrzyła przez szybę.
— Co wymyśliłeś?
Danio trzymał wzrok na drodze.
Nic nie odpowiedział.
Kiedy zatrzymali się pod starym budynkiem, Zoe spojrzała najpierw na niego, potem na studio.
Z zewnątrz nic się nie zmieniło.
Dopiero po wejściu do środka zatrzymała się w progu.
Spojrzała wokół.
Kurz zniknął.
Sprzęt był ustawiony.
Przestrzeń wyglądała inaczej.
Lżej.
— O cholerka.
Danio tylko spojrzał na nią krótko.
Nic nie powiedział.
Podszedł do stołu.
Podłączył mikrofon.
Zoe postawiła gitarę obok i po chwili sama zaczęła podłączać kabel.
Kiedy wszystko było gotowe, Danio spojrzał na nią spokojnie.
— Spróbuj teraz tutaj zagrać swój nowy utwór.
Zagrała.
Pierwsze dźwięki zabrzmiały inaczej niż w garażu.
Pełniej.
Po skończeniu przez chwilę oboje milczeli.
Zoe spojrzała na niego.
— I co dalej?
Danio oparł dłonie o blat.
— Nie wiem, co dalej.
— Na razie jest przecież teraz.
— Nie myślałem co dalej.
Zoe skinęła lekko głową.
— Yhym. Ale dasz znać co dalej?
— Pewnie się dowiesz.
Spojrzała na niego uważniej.
— Ale jesteś taki oszczędny w słowach, że boję się, że przegapię ten moment.
Danio lekko się uśmiechnął.
— Zabawne.