Późnym wieczorem Danio pojawił się pod drzwiami garażu.
Uchylił je lekko i zajrzał do środka.
W środku było cicho.
Gitara stała przy ścianie.
Notes leżał na stole.
Ale Zoe nie było.
Stanął tyłem do drzwi garażowych, jakby przez chwilę zastanawiał się, czy przyszedł za wcześnie.
Wtedy usłyszał głos:
— Tutaj...
Odwrócił się.
Spojrzał wyżej.
Zoe siedziała na dachu garażu.
Lekko się uśmiechnęła.
— Wchodź.
Danio uniósł brwi.
— Niby jak?
— W środku garażu jest drabina i właz na dach.
Spojrzał jeszcze raz do środka.
Faktycznie.
Drabina była oparta o ścianę, tuż pod włazem.
Po chwili wszedł na górę i usiadł obok niej.
Przez moment nic nie mówili.
Danio spojrzał przed siebie.
— Co tu robisz?
Zoe wzruszyła lekko ramionami.
— Spoglądam sobie.
— Na co?
— Spójrz w górę.
Danio uniósł wzrok.
— No i?
— Gwiazdy, Danio. Gwiazdy.
Przez chwilę patrzył w milczeniu.
— Spoglądasz w gwiazdy?
— Czasem.
— Szukasz tam czegoś?
— Nie. Po prostu lubię tu czasem wejść i pomyśleć.
Po chwili wyciągnęła notes.
Podała mu go bez słowa.
Danio spojrzał na zapisane słowa.
Czytał chwilę w ciszy.
— I?
— Podoba ci się?
Oddał notes.
— Tekst fajny. Ale lepiej by było posłuchać.
Spojrzał na nią uważniej.
— Zagrałaś to już?
Zoe pokręciła głową.
— Zagram innym razem.
Zamknęła notes.
Spojrzała znów w niebo.
— Wróćmy do oglądania gwiazd.
Danio bez słowa położył się na dachu.
Patrzył w górę.
Zoe siedziała obok, nadal spokojnie wpatrzona w nocne niebo.
Po chwili, z lekkim uśmiechem, powiedziała:
— Tylko nie chrap.