Zoe zatrzymała się przy drzwiach starego studia i odruchowo chwyciła za klamkę.
Nie spodziewała się, że ustąpi od razu.
Drzwi otworzyły się lekko, niemal bez dźwięku.
W środku było dokładnie tak, jak zapamiętała to miejsce za pierwszym razem.
Ten sam kurz unoszący się w świetle wpadającym przez okno.
Ten sam lekki zapach zamkniętego powietrza i starego drewna.
Ta sama cisza, która w tym miejscu zawsze brzmiała trochę inaczej.
Zrobiła kilka kroków do środka.
Dopiero wtedy zobaczyła kanapę.
I jego.
Danio spał, oparty lekko na boku, jakby usiadł tylko na chwilę i nawet nie zauważył momentu, kiedy zasnął.
Na oparciu leżała kurtka.
Obok, na stoliku, zamknięty notes.
Zoe zatrzymała się.
Nie dlatego, że chciała coś powiedzieć.
Po prostu nie spodziewała się go tutaj zobaczyć.
Pierwsza myśl przyszła szybko:
dlaczego właśnie tutaj.
Druga zaraz po niej:
dlaczego na tej kanapie.
Bo tak naprawdę wiedziała tylko tyle, ile sam pozwolił zobaczyć.
Danio poruszył lekko dłonią, jakby coś chciał zatrzymać.
Po chwili, półszeptem, prawie bez głosu:
— Rozkaz… Robert…
Zoe spojrzała uważniej.
To imię rozpoznała od razu.
Ale nic nie powiedziała.