Po kilku dniach pojawiła się znowu.
Drzwi do studia były uchylone.
W środku było cicho.
Zoe siedziała sama.
Gitara była oparta o kanapę.
Z głośników coś cicho leciało, bardziej w tle niż do słuchania.
Dziewczyna zajrzała do środka, jakby upewniając się, że dobrze trafiła.
— Jack jest?
Zoe spojrzała w jej stronę.
— Nie ma go dziś.
Krótko. Bez tłumaczenia.
Dziewczyna skinęła głową.
Zatrzymała się jeszcze na moment, jakby coś chciała dodać, ale zrezygnowała.
Odwróciła się w stronę drzwi.
Rex podniósł głowę.
Zsunął się z kanapy i podszedł do niej spokojnie, bez pośpiechu.
Zatrzymał się przy jej nodze i obwąchał ją.
Dziewczyna spojrzała w dół.
— Cześć…
Ogon poruszył się powoli.
Zawahała się.
Ręka lekko drgnęła, jakby nie była pewna, czy może go dotknąć.
W końcu przykucnęła.
Rex przyjął to jak coś oczywistego.
W studiu dalej było cicho.
Zoe obserwowała to przez chwilę, nie wtrącając się.
— On zawsze tak…? — padło w końcu, ciszej niż pytanie.
— Jak ktoś nowy.
Dziewczyna skinęła głową.
Nie wstała od razu.
Pogłaskała Rexa kilka razy po głowie.
Jego ogon zaczął poruszać się szybciej.