Graliśmy.
Krótki fragment.
Zatrzymanie.
— Nie, jeszcze raz.
Podeszłam do Danio.
Poprawiłam mu palce na gryfie.
Wróciłam na swoje miejsce.
Zaczęliśmy od nowa.
Jack wszedł… i coś się rozjechało.
Zaczęłam się śmiać.
— Jack, ty to specjalnie robisz chyba.
Nie odpowiedział.
Uderzył lekko w talerze.
Rex przeszedł między nami.
Na chwilę wskoczył na kanapę.
Po chwili zeskoczył i wyszedł na trawę.
— A tobie co?
— A nic… nie wiem.
— Weź już skończ, bo nie skończymy.
Graliśmy dalej.
Dłużej.
Już prawie bez zatrzymań.
Ktoś stanął w drzwiach.
Nie przerwaliśmy.
Usiadła na kanapie naprzeciwko nas.
Słuchała.
Refren.
Spojrzałam w jej stronę.
— Jeszcze chwilę tu zostań…
I nagle zaczęłam się śmiać.
— Nie… nie dam rady.
Uśmiechnęła się tylko.
Nic nie powiedziała.
— Dobra, od początku.
Zaczęliśmy jeszcze raz.
Tym razem nie przerywaliśmy.
Nic się nie rozjechało.
Wszystko siadło.
Do końca.
Cisza.
— Coś tu się zmieniło.
Spojrzałam na Danio.
Danio na Jacka.
Jack uderzył pałkami o siebie.
Nikt nic nie powiedział.