Po wszystkim

Największa cisza często przychodzi zaraz po hałasie.

Zeszliśmy po schodach szybciej, niż na nie weszliśmy.

Za kulisami było ciemniej.

Ciszej.

A jednak wszystko dalej dudniło.

Jack oddychał tak, jakby przebiegł pół miasta.

— Ja chyba żyję.

Danio odłożył gitarę pod ścianę.

Nic nie mówił.

Tylko się uśmiechnął.

Usiadłam na skrzyni od sprzętu.

Dłonie dalej mi drżały.

Kobieta podeszła do nas pierwsza.

Spojrzała na mnie.

— Mówiłam. Od pierwszej sekundy.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

Z hali dobiegał już główny koncert.

Ludzie krzyczeli dla kogoś innego.

A ja pierwszy raz czułam, że coś właśnie zostało we mnie na zawsze.

← Wróć do: Etap 10