Zeszliśmy po schodach szybciej, niż na nie weszliśmy.
Za kulisami było ciemniej.
Ciszej.
A jednak wszystko dalej dudniło.
Jack oddychał tak, jakby przebiegł pół miasta.
— Ja chyba żyję.
Danio odłożył gitarę pod ścianę.
Nic nie mówił.
Tylko się uśmiechnął.
Usiadłam na skrzyni od sprzętu.
Dłonie dalej mi drżały.
Kobieta podeszła do nas pierwsza.
Spojrzała na mnie.
— Mówiłam. Od pierwszej sekundy.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Z hali dobiegał już główny koncert.
Ludzie krzyczeli dla kogoś innego.
A ja pierwszy raz czułam, że coś właśnie zostało we mnie na zawsze.