Od rana coś było inne.
Jack siedział przy swoim małym zestawie i obracał pałeczkę w dłoni.
Ja poprawiałam kabel przy gitarze.
Danio klęczał przy wzmacniaczu i coś sprawdzał.
Rex spał pod oknem.
Drzwi otworzyły się bez pukania.
Kasia weszła do środka i rozejrzała się powoli.
Spojrzała na futerały przy ścianie.
Na przewody.
Na Jacka.
Na mnie.
Na Danio.
Założyła ręce.
— A jednak to wy.
Nikt nic nie powiedział.
Podeszła krok bliżej.
— Dobra. To jak wy się w końcu nazywacie?
Jack wzruszył ramionami.
— Zoe & Danio Band.
Danio podniósł głowę.
Spojrzał na niego i lekko się uśmiechnął.
— Tak mówisz, Jack?
Spojrzałam na Danio.
Potem na Kasię.
— No dobra.
Poprawiłam pasek gitary.
— Jeśli tak mówisz, niech tak będzie. Ja się zgadzam.
Danio wstał powoli.
Popatrzył na mnie chwilę.
Potem skinął głową.
— No dobra. Niech tak będzie.
Wrócił do kabli.
Przez moment nikt nic nie mówił.
Jack usiadł przy werblu.
Ja chwyciłam gitarę.
Danio odwrócił się do Kasi.
— Ale ty tego wszystkiego przypilnujesz.
Nikt tego nie skomentował.
Danio lekko się uśmiechnął.
I wróciliśmy do dalszych przygotowań.