Trzeci tydzień

Nie wszystko ćwiczy się na instrumencie.

Przez dwa pierwsze tygodnie ćwiczyliśmy codziennie.

Czasem długo.

Czasem krótko.

Ale codziennie.

Jack przestał już pytać, czy dobrze trzyma pałki.

Po prostu grał.

I coraz rzadziej się mylił.

Trzeciego tygodnia Danio zamknął futerał i spojrzał na nas krótko.

— Dobra. Grać już umiecie.

Jack od razu się wyprostował.

— To co teraz?

Danio rozejrzał się po studiu.

Po kablach.

Po wzmacniaczach.

Po pudłach, których nikt dawno nie ruszał.

— Teraz ogarniamy bałagan.

Przez pół dnia segregowaliśmy sprzęt.

Jedne kable były dobre.

Drugie tylko wyglądały na dobre.

Jack dwa razy zaplątał się w przedłużacz.

Ja śmiałam się z niego głośniej niż trzeba.

Danio nie śmiał się wcale.

Tylko odkładał rzeczy w trzy osobne kupki.

Zabrać.

Zostawić.

Wyrzucić.

W pewnym momencie zdjął rękawiczki.

Zawołał Rexa krótkim gwizdem.

— Zaraz wracam.

I wyszedł ze studia.

Nie było go ponad godzinę.

Jack spojrzał na mnie.

— Gdzie poszedł?

Wzruszyłam ramionami.

— Wiem tyle co ty, Jack.

Wrócił pod wieczór.

Rex wszedł pierwszy.

Danio za nim.

Spokojny jak zawsze.

Odłożył klucze na stół.

Zdjął kurtkę.

— Jedzie.

Jack zamarł.

— Co?

Danio spojrzał na niego pierwszy raz od wejścia.

— Byłem u twoich rodziców.

Chwilę milczał.

— Powiedziałem im, że jesteś naszą częścią.

Po chwili usiadł ciężko na krześle.

— Został ostatni tydzień.

Spojrzałam na niego.

Po raz pierwszy naprawdę poczułam, że to się wydarzy.

← Wróć do: Etap 10