Wieczór spędziłam na przemyśleniach.
Nie grałam już tego dnia.
Telefon leżał obok łóżka.
Co chwilę patrzyłam na wygaszony ekran.
Nie przyszła żadna nowa wiadomość.
Rano wstałam wcześniej niż zwykle.
Miałam w głowie tylko jedno pytanie.
Czy damy radę.
Po południu przyszli chłopaki.
Jack pierwszy.
Danio chwilę po nim.
Usiedliśmy w trójkę przy stole.
Nakreśliłam Jackowi, o co chodzi.
Najpierw patrzył na mnie.
Potem na Danio.
Potem znowu na mnie.
— To serio?
— Serio.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
Danio siedział oparty głębiej niż zwykle.
Patrzył gdzieś obok nas.
Wiedziałam, że już coś liczy w głowie.
Ale jeszcze nic nie mówił.
— Ciekawe, co na to rodzice — odezwał się Jack.
Danio nawet nie drgnął.
— Rodziców ogarniemy.
Dopiero po chwili rozejrzał się po studiu.
Po gitarach.
Po kablach.
Po nas.
— Ciekawe, jak my to ogarniemy.
Jack parsknął śmiechem.
Ja też.
W wiadomości było, że mamy jakieś cztery tygodnie na decyzję.
Chociaż pewnie nawet nie tyle.
Nagle cztery tygodnie wydały mi się bardzo krótkie.